Był raz Pingwinek, który chciał latać, 
kłopot z nim mieli mama i tata. 
Bo wbrew ogólnie przyjętej modzie 
próby latania ponawiał, co dzień. 

Od dziecka straszne wyprawiał hece, 
krzyczał: - Już frunę! - Krzyczał: - Już lecę! 
- Będę lotnikiem! Będę pilotem! - 
i bęc! - Na ziemię padał z łoskotem. 

Startował z miejsca, startował z biegu 
i bęc! - Lądował twardo na śniegu. 

Śmiały się z niego Morsy i Foki, 
Mewy ze śmiechu zrywały boki. 
I wtórowały im Morskie Krowy: 
- Ty sobie wybij latanie z głowy! 

A Pingwin, wchodząc na górki czubek, 
mruknął: - Podejmę ostatnią próbę! 
Wszedł na wierzchołek, skoczył z wierzchołka, 
sturlał się z górki w dwustu koziołkach. 

I gdy się wreszcie skończyła górka, 
do oceanu z górki dał nurka. 

Jak złowił rybę w tym oceanie, 
to z głowy sobie wybił latanie. 
I odtąd snuje marzenia takie: 
- Kiedy dorosnę, będę rybakiem!

 
21990328
22139616